piątek, 24 kwietnia 2015

Obrona


Bronię się przed wieloma rzeczami.
A właściwie to mój mózg broni się przed pełną świadomością.

Bo jak inaczej wytłumaczyć sobie moje wzdryganie się przed na przykład nazwaniem mnie pogorzelcem… 
Nie daję zwyczajnie rady powiedzieć głośno tego słowa a w urzędach nie reaguję na to określenie.
Naprawdę odczuwam wstręt i niezgodę wewnętrzną, kiedy słyszę to słowo.

Nie godzę się również ze stwierdzeniem, że straciliśmy wszystko.
Bo tak też nie jest. Straciliśmy tylko wszystkie materiale rzeczy, to, co najważniejsze ciągle mamy.

Bronie się przed stwierdzeniami „jak wam musi być ciężko”.
Tak jest nam przerażająco ciężko, 
ale nie chcę tego podkreślać ani ciągle afirmować.
Kiedy wstaję rano cieszę się, że widzę niebo, kiedy kładę się spać dziękuję za jeszcze jeden dzień, który był piękny, był mój…  był nasz…

Bronię się również przed opowiadaniem o tamtej nocy. Są ludzie, którzy nas wspierają całym sercem w tej trudnej sytuacji, ale i są tacy, którzy szukają taniej sensacji i mam wrażenie, że pytają i wymagają dokładnych opisów, ponieważ … właśnie, dlaczego? 
Bawi ich to, mają pożywienie dla swoich uczuć, czy też coś innego? Nie wiem, i nie nawet nie chcę pytać. Moje ciało reaguje zbyt mocno, zbyt brutalnie, kiedy mówię o pożarze.


Wiem, że kiedyś to mnie, przecież to nie jest mój pierwszy raz, kiedy mierzę się z traumatycznymi wydarzeniami. Wykorzystuję wszystkie znane mi sposoby, aby się nie poddać. Mam silną wolę przetrwania, w zdrowiu fizycznym i psychicznym. I daje mi siłę aby się bronić. 





piątek, 17 kwietnia 2015

Chwila przed ...


Zastanawiam się czy jakaś część nas – podświadoma czy też świadoma – czuje zbliżające się zdarzenia, wie, że nastąpi coś niespodziewanego. Może próbuje subtelnymi znakami powiadomić nas o tym, w sposób taki, aby nie przestraszyć?  

Dlaczego o tym piszę? Zastanawiam się, dlaczego dwa dni przed pożarem, czyli w niedzielę wieczorem najpierw myślałam o zdarzeniach z przeszłości a potem opowiadałam o nich mojemu mężowi. Te wydarzenia to pożary, które wydarzyły się w dawno w mojej rodzinie. Sytuacje, których nie mogę pamiętać, ponieważ nie istniałam jeszcze na tym świecie, znam je tylko z opowiadań.

W pierwszym pożarze zginęła moja prababcia razem z dziećmi. Uratował się tylko mój dziadek – wypasał krowy i był poza wioską, kiedy w 1940 roku obce wojska zgoniły wszystkie osoby będące w tamtej chwili w domostwach do jednej stodoły.
Wszystkie oznacza dorosłych, osoby starsze i dzieci… Stodołę podpalono ….
Nie będę opisywać tamtego momentu, ponieważ nawet nie umiem sobie wyobrazić cierpienia, bólu, krzyków, strachu i tego, co pozostało po tych ludziach…

Drugi pożar wydarzył się już krótko po wojnie, moja babcia nie znała jeszcze mojego dziadka. Miała dwójkę małych dzieci z pierwszego małżeństwa – pierwszy mąż zmarł w 1946 roku w wyniku chorób wywołanych przebywaniem na robotach przymusowych. Krótko po jego odejściu spalił się doszczętnie jej dom, dzieci wyniosła z płonącego domu na plecach, ocaliła moją ciocię i wujka oraz siebie…  

Nigdy nie odbudowała domu na tym samym miejscu, mówiła, że na pogorzelisku nie buduje się nowego domu.
Teraz dopiero pojmuję całą sobą wieczorną modlitwę, 
którą odmawiała każdego dnia: „Od ognia i wody 
zachowaj nas Panie”…  

I jeszcze jedna sprawa. Zwyczajowo wieczorem przez myciem naczyń zdejmuję obrączkę i nakładam ją dopiero rano.
Tym razem tak nie było, pamiętam, że chciałam ją ścignąć z palca serdecznego, ale na krótko przyszła myśl: „ będzie szybciej jak zostanie”.

Dwie godziny później ratowaliśmy się przed pożarem. 
Czy szukałabym obrączki? 
Nie wiem, dziś nie umiem odpowiedzieć na to pytanie… 





czwartek, 9 kwietnia 2015

List do Strażaków

Tak, napisałam i wysłałam list do Strażaków, do dzielnych i odważnych ludzi, którzy pomagają nam wszystkim. Może ktoś powie, że taki zawód... Cóż, zawód zawodem, a to, co Oni robią to coś szczególnego, coś co wymaga odwagi, pokory, poświęcenia i dzielnego serca. 


Chcieliśmy im po prostu podziękować, dlatego napisałam i wysłałam ten list. 



Podziękowania dla wszystkich Strażaków, którzy uczestniczyli w gaszeniu pożaru bloku przy ulicy Roboczej.


W imieniu swoim i mojego męża chcę złożyć na Wasze ręce serdeczne podziękowania za uratowanie życia i zdrowia.
Piszę te słowa dziś, w drugi dzień Świąt Wielkanocnych, Świąt, które dają nadzieję na odrodzenie i życie. Od Was w tamtą noc otrzymaliśmy najpiękniejszy prezent, uratowaliście nasze życie. 

Jesteśmy oboje wdzięczni Wam za to, że możemy być razem, możemy cieszyć się tymi świętami z naszymi najbliższymi i przyjaciółmi. 

Zawsze miałam respekt i szacunek do zawodu strażaka ale dopiero tamtej nocy zrozumiałam co naprawdę robicie i z jakim poświęceniem. Patrząc na jednego z Was, który niósł maleńkie dziecko na rękach a potem na innego strażaka, który niósł starszą, szczuplutką i delikatną panią, pomyślałam, że obie te osoby są w dobrych rękach, że Wy strażacy zrobicie wszystko aby ocalić każde życie. Wtedy też zrozumiałam, że to co Was odróżnia od innych to pokora i niezwykła odwaga. Pokora wobec nieszczęścia i żywiołu, i nadzwyczajna odwaga aby stanąć oko w oko z ogniem. 

Siedziałam na krawężniku prawie całą noc miotana różnymi uczuciami. Łzy pojawiły się same, kiedy ogień dosięgnął naszego mieszkania. Łzy żalu ale i łzy szczęścia, że nas tam już nie ma, że zdążaliście nas ewakuować z mieszkania. Z tymi łzami na policzkach modliłam się za Was, aby żadnemu z ratujących nic się nie stało.
To co widziałam przerażało... 

Szczególe podziękowania mam dla Pana Strażaka, w którego eskorcie mogłam wejść do mieszkania w dzień po pożarze. Wskazując na resztki drapaka dla kotów spytał czy kot uratował się z nami. Odpowiedziałam, że oba "wyszły" z nami przez balkon w koszu strażackim. On odpowiedział: "Bardzo się cieszę, muszę o tym powiedzieć kolegom, martwiliśmy się, że może jednak są jakieś ofiary".
Nie wiem co dokładnie odpowiedziałam, mam nadzieję, że to było "dziękuję".

Dopiero po jakimś czasie dotarł do mnie sens tych słów. Wy ratujecie życie i to właśnie życie stanowi dla Was największą wartość a nie rzeczy materialne. 

I właśnie za to, za nasze uratowane życie i zdrowie jesteśmy wdzięczni. W obecnej sytuacji nie możemy inaczej wyrazić naszej wdzięczności jak jedynie jednym słowem, DZIĘKUJEMY. Proszę przyjąć to od nas jako wyraz naszego podziękowania i zaufania. 

Dziękujemy Wam wszystkim.

Sylwia i Grzegorz 
V piętro 





piątek, 3 kwietnia 2015

Życzenia Wielkanocne



Dziś przesyłam Wam serdeczne życzenia zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych.

Aby były radosnym czasem spotkań w rodzinnym gronie, czasem spokoju i odpoczynku od codzienności i trosk.

Aby zdrowie i radość zapanowały w Waszych domach a powodzenie i spełnienie towarzyszyło Wam i Waszym bliskim przez każdy kolejny dzień.



Loona