piątek, 31 października 2014

(Nie)zwykłość

Dziś ostatni dzień października - od rana zajęłam się odwiedzaniem grobów. Zastawiałam na cmentarzach kwiaty, kilka wiązanek i kilkadziesiąt zniczy. Robię to co roku, jak większość moich rodaków. Wraz z tysiącami innych ludzi dzień przed Świętem Zmarłych stroję nagrobki, zapalam znicze i wyobrażam sobie, że ogień, który się w nich pali symbolizuje nieśmiertelne dusze zmarłych. Światło od zawsze towarzyszyło rytuałom związanym z zatrzymaniem pamięci o tych, którzy odeszli do wieczności. 
I pewnie dlatego łatwiej mi przy tych światełkach oddać się zadumie i wspomnieniom. 

Właśnie, niezwykłość tego czasu nie polega na bieganiu pomiędzy nagrobkami, staraniom kupienia najpiękniejszego znicza, najbardziej okazałej wiązanki czy też największego bukietu chryzantem.

Rozumiem niezwykłość tych dni jako daną mi możliwość zatrzymania się na chwilę w biegu życia. Na spojrzeniu za siebie, na przywołaniu wspomnień, przede wszystkim tych, które łączą się z moimi bliskimi, którzy odeszli już do wieczności. 

Potrzebuję takich dni, potrzebuję zadumy. 

W tych chwilach przypominam sobie co jest dla mnie najcenniejsze w życiu, co jest prawdziwą wartością i co oznacza prawdziwa miłość.

Kiedy myślę o miłości, myślę o Kobiecie, która oddała całe swoje serce rodzinie. Tak, dla mojej najukochańszej Babci rodzina była najważniejsza. Kochała bez granic w tym uczuciu wszystkie swoje dzieci, wnuki, rodziców, siostry i brata. Kochała pierwszego męża Antoniego, który zmarł krótko po wojnie w wyniku powikłań zdrowotnych spowodowanych pracami przymusowymi. Kochała drugie męża Karola z którym spędziła długie wspólne lata. 
Kochała nas wszystkich bez względu na to co się działo, co się zmieniało, w każdym problemie, a kiedy pojawiała się nowa przeszkoda w Jej życiu wierzyła, że wszyscy razem poradzimy sobie i będziemy się wspierać.

Podziwiam do dziś jej mądrość, wiarę i niezłomność. Podziwiam za walkę o byt w czasach wojny, podziwiam za siłę jaką musiała mieć w czasach powojennych, podziwiam za skromność i prostotę jaką utrzymała przez całe życie. Podziwiam za wiele jeszcze innych rzeczy, które zrobiła z miłości….

tym miejscu postawiałam pomnik dla tej niezwykłej Kobiety.



Z miłości…. 





czwartek, 23 października 2014

Pytanie o przebaczenie

Dziś chciałabym poznać Wasze odczucia na temat przebaczania.

Zgodnie z tym co piszą i mówią psycholodzy przebaczenie czy też odpuszczenie ma bardzo pozytywny wpływ na nasze ciało, rozum i duszę. Pomaga w zmianie sposobu myślenia, zmienia ważność i natężenie uczuć w stosunku do wydarzeń i do osób, które nas zraniły, spowodowały nasze zatłamszenie czy też doprowadziły do urazów psychicznych. 

Kiedy przebaczamy, to odchodzą od nas wszystkie złe emocje, przestajemy pragnąć zemsty, nie oskarżamy, nie obwiniamy, nie czujemy potrzeby ukarania. Nienawiść i gniew najpierw słabną aby po jakimś czasie zupełnie odejść. 

Jestem naprawdę ciekawa czy umiecie wybaczać, czy kiedykolwiek próbowaliście, co dla Was oznacza „przebaczenie”. 
Może trochę zaczepnie pytam dziś o to, ale chciałabym poznać Wasze opinie, chciałabym wiedzieć czy uważacie ten proces za trudny i wymagający wielkiej swojej własnej pracy nad sobą, czy może jednak istnieją szybie techniki uczenia się jak przebaczać. Moje doświadczenia trwały długie lata. Długo nie mogłam i przede wszystkim nie umiałam wybaczyć komuś bliskiemu. 

Na początku bardzo się litowałam i użalałam … nad samą sobą. Oh, dlaczego miałabym wybaczać jeśli doznałam krzywdę, a co to znaczy „wybaczyć” przecież ja cierpiałam, niech i on cierpi! 
Ja coś wymyślę, aby odegrać się za wszystko! 
Tak, taka buntowniczo-odwetowa postawa. A ile energii straciłam na podżeganie własnych złych intencji i uczuć! Straciłam kilka lat na marnowanie energii a właściwe na przekształcanie jej w negatyw. Potem szukałam (trochę na siłę) różnych metod, które pomogłyby mi wybaczyć. Czytałam książki, artykuły, pytałam mądrzejszych ode mnie i wszyscy mówili mi, że mam po prostu wybaczyć tej osobie i wtedy odnajdę spokój, moje emocje i stan ducha wróci do równowagi. Oczywiście próbowałam, próbowałam ze wszystkich sił i mocy, i… nadal nic.

Wiecie jak przyszło do mnie przebaczenie? 
Cicho i spokojnie, w chwili kiedy zdałam sobie sprawę, że chodzi o mnie, że najpierw powinnam przebaczyć sobie …

Tak, dokładnie w moim przypadku chodziło o odpuszczenie samej sobie, tak naprawdę i z całego wnętrza. Pozwoliłam sobie na nawiązanie relacji z samą sobą – właśnie bo przebaczanie to ponowne nawiązanie zerwanych relacji.  


A czym jest przebaczanie dla Was, czy czujecie różnicę pomiędzy przebaczaniem a wybaczaniem, czy te dwa bardzo podobne słowa znaczą to samo? 



czwartek, 16 października 2014

Listy do Piotra - List trzeci

Hej,

Wczoraj nie pisałam, bo byłam u notariusza na otwarciu testamentu. Myślę, że widziałeś wszystko z góry co się działo.
Mam nowe doświadczenia , widać jak wszystko i to przeżycie w moim życiu  jest mi potrzebne.

Myślę Kochanie, że nie będziesz mi miał tego za złe, ale ja muszę się uczyć nowych zasad postępowania i chociaż to zupełnie nie są one moje to nie mogę postąpić tak jakbym chciała. Wybacz mi, ale zostałam na placu boju i chcę to załatwić w miarę spokojnie, chyba, że ojciec nadal będzie mnie deptał.

Wiesz jaki on jest i wiesz, że nie mogę dać się zniszczyć. Jeżeli coś się daje komuś to nie można potem żądać, żeby ktoś to oddał. Widać dla niego to nie jest jasne. Pieniądz zaślepia jego rozumowanie, jego uczucia i rządzi całym jego życiem.

To piękny dom, ale na życzenie ojca muszę przyspieszyć decyzję o jego sprzedaży.

Wybaczam jemu bo nie wie co mówi i co robi.

Ja potrzebuję Twojego wsparcia, muszę czuć, że jesteś ze mną. Cały czas Cię o to proszę, bo to w tej chwili dla mnie bardzo ważne.

Jestem zmęczona wiesz, całą sytuacją, całą atmosferą wokół spraw, które jeszcze się toczą.

Będzie dobrze ja wiem. Wiem, że to chciałbyś mi powiedzieć.
Nie będę już pisać jak się czuję, bo przeżywanie tego od nowa i znów i znów nic nie da, to tylko pogłębia smutek i moją bezradność. Proszę jak ładnie potrafię to określić. Wiem, że ważna jest świadomość tego faktu. Dlatego w takiej sytuacji powtarzam sobie to bezustannie.

Niech sobie myślą wszyscy co chcą. Ja mam swoje zdanie na ten temat i jestem już dość silna i znam swoją wartość i dam sobie radę. Daję sobie radę.

Kocham Cię, a tego nikt inny poza nami nie pojmie. Nikt, a na pewno nie ojciec, który nie wie co to znaczy kochać kogoś, co to są uczucia i jak dbać o relacje.


Maria





wtorek, 14 października 2014

Listy do Piotra - List drugi

Kochanie,

Nie jest proste być samej i załatwiać te wszystkie papierkowe sprawy. Pomagają mi i geodeta i projektant Marek od gazu. Starają się wszyscy.

Cały czas myślę co dalej. Taki piękny dom, taki piękny ogród, cisza i spokój. Potrafię to docenić. Potrafię docenić ogrom pracy, którą włożyłeś w to, żeby było tak pięknie.

Wiesz dobrze, że mieszkanie blisko rodziców mi się nie uśmiecha. Wiesz dobrze, że planowaliśmy sprzedać dom i budować od początku. Właśnie dlatego intensywnie myślę co dalej. Oglądam różne domy, mieszkania, poza miastem. Wiem, że nie chcę mieszkać w mieście. Oglądam i zastanawiam się , czy są dobrze wybudowane, dobrze ocieplone, czy nie ma fuszery i co byś powiedział oglądając je.

Doradzisz mi coś? Postaram się odebrać ten sygnał. Co bym chciała? Coś ładnego, gustownego, przestronnego ale i przytulnego. Chyba z maleńkim ogródkiem własnym, chyba tak najbardziej bym chciała. Szeregowiec, sąsiad z lewej i prawej, życie, ludzie.

Wiem, że Ty wybrałbyś szeregowiec, gdybyś już musiałbyś wybierać między mieszkaniem a szeregowcem.  Tylko czy ja dam sobie radę?

Idę dziś na siłownię,  poćwiczyć, po miesiącu przerwy. Tyle czasu nie byłam już tam. Czuję się nie najlepiej, dlatego mam nadzieję, ze to mi pomoże.

Smutno, smutno, smutno tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Pustka, pustka, pustka to kolejne słowo na opisanie tego co czuję.
Wczoraj dzwoniłam do Ciebie na komórkę, żeby usłyszeć Twój głos, jest jeszcze nagranie, kiedy prosisz o pozostawienie wiadomości. Jedyne „żywe” wspomnienie. To trochę jak rozdrapywanie  ran, ale to takie ciepłe, miłe, wzruszające.

Muszę Tobie powiedzieć, że żadne słowo nie odda tego jak jest ciężko.

Kocham


Maria




czwartek, 9 października 2014

Listy do Piotra - list pierwszy

W maju opublikowałam wstęp do Listów do Piotra, który znajdziecie w tym miejscu.
Listy to prawdziwe, przelane na papier uczucia Marii, którymi dzieliła się z nieżyjącym już mężem.

Choroba Piotra przyszła niespodziewanie, w najlepszym momencie Ich życia, zmieniła plany i cele tych dwojga. Pamiętam jak Maria kiedyś powiedziała, że czuje się jak w jakimś potwornym konkubinacie - Piotr, Maria i Ona choroba, zdiagnozowana jako rak.

Listy to również część autoterapii, pomocy w odzyskaniu równowagi, ponownym odszukaniu radości życia, są rozmową z najbliższą osobą. Zapraszam do czytania i do refleksji. Zachęcam również do napisania własnych listów, takich tylko dla siebie adresowanych do Nieba, dla bliskich, których nie już pomiędzy nami. Naprawdę to pomaga i oczyszcza nasz umysł z smutnych, trudnych i powracających myśli. A za tydzień znajdziecie tu drugi List do Piotra.



Kochanie,

Mija tydzień od  Twojego pogrzebu.
Żyję, chociaż sama nie wiem jak.

Wstaję, ubieram się, robię śniadanie, załatwiam sprawy. Taki mały automat, włączony na opcję: funkcjonowanie.
Staram się bardzo, bardzo, bo wiem, że nic nie zmieni sytuacji.

Dręczy mnie jednak pytanie: czy zrobiliśmy wszystko, tak zupełnie wszystko, wszystko. Czy czegoś nie przeoczyliśmy.
Dlaczego przerzuty pojawiły się tak szybko, dlaczego w głowie?

Czy Ty wierzyłeś jeszcze, kiedy położyliśmy Cię do tego szpitalnego łóżka w naszej sypialni, bo nie było innej możliwości opiekować się Tobą? Czy miałeś nadzieję?

Nie wiem co czułeś, tak bardzo chciałam mieć nadzieję, tak bardzo czekałam na odwrót sytuacji. Tak cieszyła mnie każda Twoja reakcja.

Nie mogłeś już wiele, a taki byłeś dzielny. Cudownie było, kiedy mnie wołałeś, kiedy czekałeś na mój powrót z pracy.
Chociaż byłam okropnie zmęczona to było mi dobrze, bo byłeś, oddychałeś, żyłeś. A póki życie, póty nadzieja. Ona umiera ostatnia, ona umiera z ostatnim oddechem.

Pan Bóg zdecydował, że taki ma być scenariusz Twojego, naszego życia i chociaż pojąć na dzisiaj tego nie mogę to mój bunt na niewiele się zda.

Dzisiaj poszłam do pracy, pierwszy dzień od momentu Twojego odejścia. Jest niewyobrażalnie ciężko. Wiesz, trudno mi znaleźć sens, ponowny sens w tym co się robi, odnaleźć radość, a przynajmniej odrobinę zadowolenia.

Ufam, że jest Tobie lepiej, że jesteś spokojny, zadowolony, że nie czujesz bólu ani cierpienia.
Otocz mnie swoją opieką, pomóż zrozumieć mi dlaczego tak się stało. Pomóż mi odnaleźć radość, proszę.

Czeka mnie tyle spraw jeszcze, tyle formalności . Chcę przejść przez to normalnie, spokojnie, chcę wszystko załatwić bez kosztów finansowych i emocjonalnych. Załatwię to kiedy będziesz ze mną, kiedy mi pomożesz, dodasz siły. Wiem,  ze będziesz mnie wspierać. Wiem.  Dziękuję Tobie za to.

Kocham
Maria



piątek, 3 października 2014

Zwierzęce Zaduszki

Słyszeliście kiedyś o Zwierzęcych Zaduszkach?

To nieoficjalne jeszcze święto przypada w pierwszą niedzielę października i nazwane jest Dniem Pamięci o Zmarłych Zwierzętach. Termin został wybrany  ze względu na dzień Św. Franciszka ( 4 października), który jest patronem min. przyrody i zwierząt.  

W Polsce ideę tego święta zaczął rozpowszechniać jako pierwszy Pan Witold Wojda.
Jest on również twórcą pierwszego cmentarza dla zwierząt w Polsce. Miejsce to znajduje się w Koniku Polskim pod Warszawą i nosi nazwę ‘Psi los”.

W pierwszą niedzielę października właściciele pochowanych na cmentarzu  zwierząt odwiedzają je przynosząc znicze, lampiony i kolorowe wiatraczki. W ten dzień jest tam barwnie, różnokolorowo, panuje przyjazna atmosfera, tak jakby kolory tęczy łączyły wszystkich w dobrych uczuciach.
W ubiegłym roku widziałam relację z Zwierzęcych Zaduszek w Koniku Polskim – króciutką relację wyświetliła telewizja publiczna. Cieszę się, że takie akcje zyskują popularności i są podawane do informacji dla większego grona odbiorców. Inne cmentarze w Polsce wykorzystują ten dzień na zbieranie datków lub karmy dla schronisk. Uważam, że takie połączenie tego dnia z dobroczynnością na rzecz zwierząt jest bardzo udanym pomysłem. I może przynieść rzeczywiste efekty w postaci pomocy dla żywych istot.  





A tymczasem zapalam jeszcze lampiony dla wszystkich moich zwierząt, które już odeszły. 

A w niedzielę „dorzucę” coś od siebie na karmę w schroniskach. To dobry sposób aby pamiętać o zwierzakach.