piątek, 26 września 2014

Inny post

Dziś trochę potłumaczę sama siebie...

Dlaczego w ostatnim czasie mniej piszę na blogu? 

Przepraszam wszystkich Was, którzy czekacie na nowe opowiadanie. Na teraz jest ono w moich myślach i układa się powoli w sensowne zdania. Braki w czasie wolnym, którego dziwnym trafem mam jakby mniej, są głównym powodem braku "przelewania" moich myśli na wirtualny papier.

A dlaczego mam mniej wolnego czasu? 
Dla wszystkich, którzy tego jeszcze nie wiedzą, a może nie czytali wcześniejszych wpisów - od prawie roku pracuję na stroną internetową, Portalem Wirtualnej Pamięci - Loona.pl i jestem już na finiszu. Jeszcze parę dni i portal zacznie działać! 
Bardzo się cieszę, że pomysł, który narodził się ponad półtora roku temu przechodzi do końcowego etapu tworzenia. To naprawdę niesamowite uczucie wiedzieć, że niedługo pojawi się moje "dziecko", nad które czekam i z radością i z ciekawością... i troszkę z niepokojem. 
I jestem ciekawa Waszego odbioru, opinii, zdania, spojrzenia i opinii. Będę czekać na nie, ponieważ ja jak każda matka uważam moje "dziecko" za najpiękniejsze. Nie chciałabym być jednak bezkrytyczna. 

Tak, te ostatnie dni są bardziej intensywne w pracę i ostatnie poprawki. Więcej czasu zabiera mi przeglądanie i korygowanie jeszcze występujących błędów na stronie.
Dlatego proszę o zrozumienie i obiecuję, że już niedługo pojawi się następne ciekawe opowiadanie.

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanego weekendu!

Loona



piątek, 19 września 2014

Ania odpisuje

Moje słowa tylko tytułem wstępu do odpowiedzi Anny na Wasze komentarze.
Cieszę się Aniu, że odpisałaś i że chciałaś się odnieść do słów, które czytelnicy bloga pozostawili tu dla Ciebie.
Dziękuję, tym bardziej, że chwilkę trwało zanim odpowiedziałaś „tak” na moją prośbę.

Loona



"Chciałam Wam wszystkim bardzo podziewać, za słowa wsparcia, za zrozumienie i za współodczuwanie.
Nie przypuszczałam, że tyle osób przeczyta moje słowa, moją historię, nie przypuszczałam, że tyle z Was będzie chciało pozostawić dla mnie wsparcie wyrażone w słowach. Bardzo, ale to bardzo dziękuję Wam wszystkim za uwagę i czas, to najcenniejsze, co można ofiarować drugiemu człowiekowi.

Czytając Wasze komentarze czułam i prawie słyszałam Wasze słowa. Ni potrafię dobrze określić tego uczucia, niby świat wirtualny, niby tylko słowo pisane, ale ludzie po drugiej stronie rzeczywiści i prawdziwi. Czujący i mówiący o tym literami … Przedziwne uczucie, ale jedno z bardziej wyzwalających, jako czułam w moim życiu.

Przy czytaniu niektórych komentarzy miałam łezki w oku, przy innych musiałam głęboko zastanowić się i przemyśleć treść, tak niektóre spowodowały ponowne zastanowienie.

Dziś chcę odnieść się do słów kilku osób, i chodzi o to, że poruszyły one mój bardzo trudny temat – relacje z matką.
Errato, Mario, Dobry-Przystanek, dziękuję za Wasze słowa i razem i osobno.
Rzeczywiście ktoś z zewnątrz może nie rozumieć tego dziwnego marazmu, który obezwładnia kobiety, które mają mężów alkoholików. Przyznaję szczerze, że jeszcze przed podjęciem terapii i w jej początkach miałam głęboki żal do mojej mamy o to, że nie odeszła od tego tyrana wcześniej, że zanim dojrzała do decyzji odejścia stało się dużo, bardzo dużo złych rzeczy. Właściwe słowo „żal” to za mało. Uczucia, które we mnie wariowały były różne i skrajne, od tłumaczenia do złości, od zobojętnienia do agresji, od prześmiewania i złośliwości do współczucia, cały wachlarz niskich uczuć….

Teraz, chyba rozumiem, co znaczy być współuzależnionym, współuzależnionym i nieświadomym tego. Nie staram się tego tłumaczyć ani rozkwilać na mniejsze, próbuję zaakceptować przeszłość, jako stan już były, niezależny ode mnie. Nie lubię słowa „przebaczenie” bo gdzieś wewnętrznie czuję, że to nie o przebaczenie chodzi – przynajmniej nie dziś, dziś jeszcze nie mogę, może nie umiem – wewnętrznie jestem na drodze do akceptacji.
Dziś nie złoszczę się na moją mamę, nie drażni mnie już przebywanie z nią w tym samym pomieszczeniu. Akceptuję ją taką, jaką była i jaką jest dziś. Akceptacja pomogła mi pokochać Ją na nowo. I za to jestem wdzięczna wszystkim tym, którzy wspierają mnie w mojej drodze do szczęśliwego życia. Cieszę się, że moja droga krzyżuje się również z Waszymi!

Anna


PS. informacja dla wszystkich, którzy oczekują ode mnie napisania czegoś o zwierzętach – może i to dobry pomysł, jakąś wiedzę posiadam, ale zupełnie nie wiem, jaki temat mógłby Was zainteresować?"



piątek, 5 września 2014

O Królowej Śniegu w sercu...

Publikując list Ani (TU) miałam pewne obawy, które dotyczyły Waszego odbioru tej historii. 
Bo to nie jest łatwa i lekka lektura, jest w niej z jednej strony dużo okrucieństwa i egoizmu a z drugiej traumy, która pozostała po dzieciństwie.

Dlaczego więc zdecydowałam się na opublikowanie tej historii z przeszłości teraz już dorosłej kobiety? 
Ponieważ to właśnie dzieciństwo kształtuje nasze charaktery, … a czasem wypacza. 
Takie zdarzenia z przeszłości mają ciągły wpływ na teraźniejszość. Oczywiście nie muszę dodawać, że ten wpływ nie jest pozytywny. Potrafi utrudniać życie na różne sposoby a osoby dotknięte traumą często nie uświadamiają sobie tego faktu. W medycynie wyróżnia się trzy podstawowe następstwa zdarzeń traumatycznych:

  1. Doświadczanie tego zdarzenia ciągle na nowo, które może objawiać się w postaci natrętnych powracających wspomnień, koszmarów nocnych czy też złudzeń, że TO ponownie się dzieje.

  2. Nadpobudliwość, która może mieć przełożenie na nastroje, np. wybuchy gniewu, niekontrolowane spadki nastrojów, problemy z koncentracją czy też nadmierna czujność.

  3. Unikanie bodźców związanych z urazem i stępianie emocji. I tu wachlarz objawów jest bardzo szeroki, zaczynając od unikania miejsc, osób związanych i niezwiązanych z trudnym przeżyciem, poprzez poczucie wyobcowania, poczucie braku przyszłości do problemów z pamięcią i wyparcia niektórych wspomnień.  

Przy dwóch pierwszych z wymienionych objawów osoba dotknięta traumą lub też osoby z jej otoczenia mogą stwierdzić ten fakt dość łatwo i podjąć działania zapobiegające rozwojowi choroby. Tak, to jest to choroba, która z objawów związanych z psychiką bardzo szybko może przeobrazić się w chorobę ciała.
Inaczej już wygląda sprawa przy stępianiu uczuć. Takie osoby bywają często odbierane przez swoje środowisko, jako zimne i z ograniczonymi emocjami, czasem dziwne i żyjące w swoim świecie, wyizolowane.  

Takie osoby rzeczywiście czują stępienie emocji zupełnie o tym nie wiedząc i nie rozumiejąc tego. 

To tak jakby Królowa Śniegu spojrzała w twoje oczy a Ty powolutku, ale nieprzerwanie zamieniasz się lód. Chodzisz, siadasz, wstajesz, jesz, idziesz do pracy, wracasz, idziesz spać…, ale w Twoim sercu jest coraz zimniej. W Twoim sercu jest coraz mniej uczuć, coraz mniej zrozumienia dla świata i dla siebie samego. W twoim sercu zaczyna pomieszkiwać obawa, strach przed przyszłością i zagubienie. Po pewnym czasie stałym mieszkańcem twojego serca staje się lęk, którego nie rozumiesz. Zaczynasz absurdalnie bać się wszystkiego i wszystkich… Po sercu czas na ciało, bo przecież zagrożony organizm próbuje być w ciągłym stanie obrony, co powoduje napięcie i zmęczenie. A to przeradza się w fizyczne choroby…. 
Tak właśnie wygląda proces zamrażania uczuć.

W moim przekonaniu proces odmrażania rozpoczął się u Ani już dawno a list, który napisała i prośba o jego publikacje to część tego procesu. I właśnie, dlatego pomimo obaw czy jesteście gotowi na takie historie zdecydowałam się na jego publikację.

Decyzja, którą pojęła Ania, podzielenie się swoim trudnym „kawałkiem” jest dla mnie oznaką wewnętrznej siły i gotowości do radzenia sobie z problemami.
Zdaję sobie również sprawę, że to decyzja trudna a samo uczynienie z niej faktu jest wyjątkowym wyzwaniem. Dlatego też chcę pomóc i jestem gotowa opublikować u siebie każdą trudną historię. To co mi przyświeca to myśl o tym, że może jeszcze jedno serce wróci z ponownie w ciepłe strony.