piątek, 25 lipca 2014

Czy zwierzęta mają duszę?

Pytanie trudne czy łatwe?

Myślę, że znajdą się osoby, które odpowiedzą; nie to niemożliwe aby zwierzęta miały duszę, dusza jest zarezerwowana wyłącznie dla ludzi…

Myślę również, że znajda się takie osoby, które powiedzą; nie, niemożliwe aby człowiek miał duszę, to coś co nie istnieje, istnieje tylko mózg…

Cóż, ja jestem przekonana o istnieniu zwierzęcej duszy. Rozumiem duszę jako nieśmiertelną energię, która istnieje w każdym żywym ciele, również w ciele zwierząt.  To właśnie ta energia pozwala wszystkim żywym istotom posiadać uczucia, inteligencję, możliwość podejmowania decyzji, wyrażania się na swój sposób w ruchu, gestach, dźwiękach.

Rozważenia czy zwierzęta posiadają duszę istnieją od dawna. Już w czasach starożytnych poważnie zastanawiano się nad tym czy zwierzęta są stworzeniami inteligentnymi, zdolnymi do uczuć, czy w stosunku do nich można zastosować prawne i moralne zasady i normy. W średniowieczu panowało przekonanie odwołujące się do „Księgi Rodzaju”, że zwierzęta nie zasługują na specjalne traktowanie, są poddanymi człowieka i tym samym człowiek jest jakby siłą wyższą w stosunku do zwierząt. Wierzono, że jeśli czynią człowiekowi szkodę to robią to pod wpływem złych mocy lub są opętane. Wcale nie do rzadkości należą sądy nad świniami, które rzekomo miały porywać i zjadać małe dzieci. Taki proces wyglądał tak samo jak w przypadku skazanych ludzi, obrońcy zwierzęcia występowali w jego imieniu i byli opłacani z kasy miejskiej.  We wszystkich znanych przypadkach zwierzęta były uznawane za winne i otrzymywały wyrok kary śmierci – przez powieszenie lub dekapitację.

Ciekawostką jest fakt, iż w roku 1541 nałożono po raz ostatni karę ekskomuniki na rój szarańczy, które zniszczyły część północnych rejonów Włoch.

Słyszeliście o filozofie nazywanym Kartezjuszem? Myślę, że ten wielki filozof i matematyk w niechlubny sposób przyczynił się do nieludzkiego traktowania zwierząt. Jego teoria głosiła, że zwierzęta to automaty, które nie mają zdolności myślenia, czucia bólu, uczuć. To co widzimy jako zwierzę to pewien rodzaj ułudy wynikający jedynie z jego fizycznej budowy, natura miała działać wewnątrz organizmu zwierzęcia zgodnie z rozmieszczeniem narządów. Porównywał zwierzęta do zegarków, które to nieożywione, składające się z kółek i sprężyn potrafią liczyć lata, dni i godziny lepiej i niezawodniej od człowieka.

Poglądy Kartezjusza okazały się być tak sugestywne, że niektóre osoby będące pod wpływem tego światopoglądu uważały, że wycie bitego zwierzęcia to tylko fizyczny odruch a rzeczywista oznaka bólu….


Zastanawiam się jak przedstawić Wam Penelope Smith.

Trudną ją nazwać filozofem, nie wiem nawet czy chciałby tego. 
Może nazwać ją mianem Przyjaciel Zwierząt? A może Ucząca Empatii w stosunku do Zwierząt? A może Rozumiejąca Mowę Zwierząt? Ucząca Praw Zwierząt? Amerykanka Kochająca Zwierzęta? ….

Myślę, że wszystkie te określenia pasują do niej, trudno byłoby mi wybrać jedno. Jestem pod dużym wrażeniem jej książki pt. Animals In Spirits, króciutkie tłumaczenie pierwszego cytatu z tej książki znajdziecie TU
Jestem pod dużym wrażeniem jej delikatności i prawdziwej miłości w stosunku do zwierząt. Jej publikacje są wypełnione szacunkiem i chęcią zrozumienia świata zwierząt. Dzieli się z czytelnikiem całą swoją posiadaną wiedzą, ukazuje inną stronę zwierząt, ukazuje je jako istoty myślące, czujące, mądre i inteligentne. W życiu wykorzystuje swoją umiejętność telepatycznego porozumiewania się ze zwierzętami i przekazuje nam swoje zebrane historie. Polecam jej książki każdemu, kto chciałby rozszerzyć swoją wiedzę w „zwierzęcych” tematach, tym, którzy wiedzą, że zwierzęta posiadają duszę i tym, którzy w to wątpią.



Animals – słowo pochodzące z łaciny, oznaczające żywe stworzenie, dosłownie tłumacząc; wszystko co żyje, mające oddech. Anima to oddech, powietrze. 




piątek, 18 lipca 2014

Wola zwierząt

Dziś chcę podzielić się z Wam historią, którą opowiedziała mi przed dwoma tygodniami  moja znajoma. Będzie to opowieść o psie jej rodziców i jego woli.


„W ubiegłym roku zmarł mój tata i po pewnym czasie moja mama, która ma już ponad osiemdziesiąt lat zdecydowała się na sprzedaż domu, w którym do tej pory mieszkali. Dom to już zbyt duże wyzwanie dla Niej, nie tylko jego utrzymanie ale również i ogrodu. Nie była to łatwa decyzja ponieważ z tym miejscem związane jest całe jej dorosłe życie, wspomnienia, dobre czasy i piękne chwile.  Jednak po śmierci męża mojej mamie było coraz trudniej odnaleźć się samej w dość dużym i wymagającym nakładów pracy domu. Więc pomimo przywiązania do tego miejsca, decyzja został podjęta.

 I to po tej decyzji nasza dwunastoletnia psina zaczęła okazywać dziwne symptomy, które z czasem przekształcały się w chorobę.  Najpierw zaczęły się problemy z jedzeniem. Po wizycie u weterynarza kazało się, ze ma zapalenie dziąseł. Pani weterynarz powiedziała, że po zastrzykach i odpowiedniej pielęgnacji Nora powinna dojść do siebie w ciągu dwóch tygodni.  I rzeczywiście zdrowie Nory polepszyło się po pewnym czasie.  Dom w tym czasie został zgłoszony do sprzedaży przez biuro nieruchomości i zaczęli przyjeżdżać różni ludzie, którzy chcieli go obejrzeć i być może kupić. W tym samym czasie objawy chorobowe u Nory powróciły. I ponownie odwiedziny u pani weterynarz, lekarstwa i diagnoza, że to tylko zapalenie dziąseł i psinka szybko wróci do zdrowia. Niestety zdrowie Nory radykalnie pogorszyło się, kiedy pojawił się klient, który był rzeczywiście zdecydowany na kupno domu z pięknym ogrodem…

Nora prawie przestała jeść, zapalenie dziąseł przekształciło się w chorobę nowotworową. Rodzinę, która była zdecydowana na kupno domu witała smutnymi oczami…
Choroba rozwinęła się bardzo szybko i w ciągu trzech tygodni kochana psinka odeszła… kilka dni przed sfinalizowaniem sprzedaży domu i wyprowadzką z tego domu.

Jej Pani pochowała ją w ogrodzie, pod jej ulubionym klonem, który w ciepłe, letnie dni dawał jej ochronę przed słońcem. Teraz stał się jej wiecznym schronieniem.

Wiesz, jestem pewna, że Nora nie chciała odejść z miejsca, które kochała. Czuję i jestem pewna, ze to jej świadomy wybór, że chciała pozostać w miejscu, gdzie była szczęśliwa, gdzie przeżyła swoje życie pełne swoich kochanych ludzi. Bo przecież zwierzęta mają uczucia, serce, duszę i wolę…”



Tak zwierzęta mają serce, duszę, świadomość i wolę. 





czwartek, 10 lipca 2014

W nawiązaniu do ...

... do dwóch poprzednich postów, chciałam dziś porozmawiać o tych, którzy zarzucili postawę marionetki. O tych specjalnych osobach, które nie poddają się w zmaganiach z chorobą i chcą przeżyć swoje życie jak najlepiej, zobaczyć jeszcze wiele rzeczy i miejsc, przeżyć prawdziwe uczucia, poczuć różne smaki, doświadczyć nowego, innego…

Podziwiam takie osoby, bo mają odwagę, bo nie boją się spełniać swoich marzeń, bo chcą czuć życie pełną piersią! Chcą usiąść na wierzchołku góry tak aby równocześnie podziwiać całą Ziemię i Niebo, i Słońce. Nie mają strachu przez Życiem, wręcz przeciwnie, przypięły skrzydła do ramion i uczą się latać…

Rak to nie wyrok, rak to choroba, którą można wyleczyć. I każdy sposób, który jest skuteczny jest dobry. Nieważne, czy to medycyna naukowa, naturalna czy  też mocna wiara w wyzdrowienie. Ale na pewno łatwiej jest kiedy ma się wsparcie, kiedy inni - bliscy i obcy - interesują się, powiedzą ciepłe słowo, okażą dobrą wolę.

Mam propozycję dla Was, już od dłuższego czasu czytam dwa blogi, blogi niesamowitych Dziewczyn, które mają silną wiarę a pisanie, dzielenie się codziennym życiem z chorobą jest rodzajem kuracji. Poświęcisz chwilę swojego czasu  i zajrzysz tam do Nich? Zostaw uzdrawiające słowo, ciepłe myśli, pozytywną energię... 

Przecież nie są same! 


 Beata Marzena Tu znajdziecie te Wspaniałe Kobiety! 




czwartek, 3 lipca 2014

List Marionetki

Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy przeczytałam ten utwór pomyślałam, że ten kto go napisał chciał przekazać czytającym bardzo ważną prawdę, prawdę o życiu a właściwie o tym, ze zbyt często skupiamy się na nieważnych sprawach, nieważnych rzeczach a zapominamy czym jest naprawdę Życie.

A kto napisał Marionetkę? Czy rzeczywiście wybitny kolumbijski pisarz  Gabriel Garcia Marquez czy może jednak autorem jest meksykański artysta – brzuchomówca Johny Welch? Tego nie wiem, ale dziękuję autorowi, że stworzył ten utwór. Przesłanie Marionetki jest  ponadczasowe, uniwersalne i pomaga otworzyć oczy….

Wracam do niego często... 

Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię.
Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.
Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie.
Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią.
Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę. Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie
dlatego, iż unikają miłości!

Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie.
Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością, lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).
Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi... Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę.
Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią po raz pierwszy palec swego ojca, trzyma się go już zawsze.
Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.
Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele
się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył.
Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.
Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być swoim aniołem stróżem.
Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym „kocham cię", a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.
Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć, jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.
Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie. 

Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć "jak mi przykro"; "przepraszam"; "proszę", "dziękuję" i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni.
Prześlij te słowa komu zechcesz.
Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj. I jeśli tego nie zrobisz nigdy, nic się nie stanie. 


Teraz jest czas.
Pozdrawiam i życzę szczęścia!!!








wtorek, 1 lipca 2014

Dziękuję

Jedno słowo a tyle znaczy, przynosi radość, uznanie, znaczy drogę do zrozumienia, wyraża wdzięczność i otwiera drzwi do dalszej rozmowy.

Dziś chciałam podziękować wszystkim osobom, które odwiedzają i czytają bloga, jest Was coraz więcej i bardzo mnie to cieszy bo odczytuję to zainteresowanie jako potrzebę. Cieszę się tym bardziej, ze miałam obawy czy tematy, które poruszam i będę poruszać w przyszłości znajdą odbiorców. Nie są łatwe a nawet nie boję się powiedzieć, że są trudne i wymagają chwili zatrzymania się i przemyślenia...

Tym bardziej dziękuję Wam wszystkim! Za czas poświęcony na zatrzymanie się pomiędzy moim słowami, za przemyślenia, za komentarze, które pozostawianie na blogu. Właśnie te komentarze pozwalają mi lepiej Was poznać, spojrzeć na świat Waszymi oczami, to one zmuszają mnie do weryfikacji moich opinii. Dziękuję za wszystkie i za każdy z osobna.

Chcę również podziękować osobie, która od samego początku, od powstania pierwszej myśli o budowie cmentarza dla zwierząt i całej reszty zdarzeń i działań z tym pomysłem związanych wspiera mnie we wszystkim co robię. A zwłaszcza w tym najgorętszym okresie (3 tygodnie do uruchomienia portalu) wyręcza mnie z wielu prac domowych i zakupów, chcę podziękować mojemu partnerowi życiowemu.

Grzegorzu, dziękuję, że wspierasz mnie teraz tak samo jak na początku. Twoja pomoc jest dla mnie bardzo ważna i nieoceniona!

Sylwia